„Kiedy przed laty Polacy wyruszali w zaoceaniczną podróż za chlebem, to do swych tobołków, wśród niezbędnych rzeczy, często wkładali obraz Matki Bożej Częstochowskiej i różaniec”. – z homilii kapelana ZPw AP ojca Wacława Lecha
Już po raz drugi ulice Chicago stały się miejscem odmawiania modlitwy różańcowej. W sobotę 29 października blisko dwutysięczna grupa wiernych rozważała tajemnice różańca idąc ulicami miasta z kościoła św. Kamila do parafii Matki Bożej Częstochowskiej w Cicero. Organizatorami wydarzenia był, podobnie jak w ubiegłym roku, Związek Podhalan w Ameryce Północnej i jego kapelana ojciec Wacław Lech. Przeszło sześciokilometrową trasę uczestnicy pokonali z modlitwą i pieśnią na ustach ściskając w dłoniach mniejsze lub większe różańce. Wielu, w odpowiedzi na apel organizatorów, maszerowało w strojach regionalnych. Oczywiście przeważały podhalańskie z długimi spódnicami wykończonymi kolorowymi lamówkami, baranicami ze zdobnymi haftami, barwnymi wełnianymi chustami z frędzlami u dołu i skrzypiącymi skórzanymi kierpcami.
Aby nikt nie miał wątpliwości, celu tej niezwykłej procesji, organizatorzy zadbali o to, by maszerującym towarzyszył różaniec gigantycznych rozmiarów. Zrobiony ze zwykłego powrozu i prostych brzozowych kloców, w góralskiej bacówce na południu Chicago, liczył ponad 100 stóp. Był niesiony jednorazowo przez sto pięćdziesiąt osób.
Uczestnicy rozważali tajemnice Radosne i Światła, każda z nich poprzedzona była refleksją kapelana, słowami życiowe góralskiej mądrości i pieśnią. Intencją tej niecodziennej modlitwy była prośba o szybką beatyfikację Ojca Świętego Jana Pawła II, a także podziękowanie za obfity w łaski Rok Eucharystii. Ponadto organizatorzy pragnęli stworzyć okazję do zadumy, tak, by każdy stający przed lustrem modlitwy: „pozirał w jego głębię”.
Modlitewny pochód zakończyła uroczysta Msza Święta odprawiona w kościele Matki Bożej Częstochowskiej. Proboszcz parafii, ksiądz Radosław Jaszczuk, udzielając gościny w tym roku, zaprosił wszystkich także na rok przyszły.
Po modlitwie był czas na krótką rozmowę z Rafałem Naglakiem, jednym z organizatorów.
-Już po raz drugi zorganizowaliście Różaniec ulicami Chicago, to dość nietypowe dla modlitwy różańcowej. Skąd taki pomysł?
-Pomysł zrodził się przed rokiem. Wówczas nasza procesja różańcowa odbyła się 16 października. Chcieliśmy w ten sposób uczcić papieża Jana Pawła II w tym tak drogim nam wszystkim dniu. Logika wyjścia z różańcem była dość prosta- październik jest miesiącem różańcowym, papież szczególnie upodobał sobie tę modlitwę. Poza tym mieliśmy już pewne doświadczenia w dziedzinie organizowania modlitwy na ulicach naszych miast, wcześniej organizowaliśmy Drogę Krzyżową .
-W procesji różańcowej niesiono bardzo duży różaniec. To podobno pańska zasługa?
-Organizując tę modlitwę pragnęliśmy przypomnieć wszystkim, że różaniec jest modlitwą prostą i codzienną, że można go zrobić ze wszystkiego. Tak jak w Oświęcimiu robiono go z chleba, my użyliśmy jak najprostszych materiałów – zwykłego, prymitywnego sznura i ręcznie ciosanych kloców.
-Dzisiejszy różaniec zbiegł się w czasie z amerykańskim świętem Halloween. Idąc widziałam, że wzbudzaliśmy zainteresowanie przechodniów....
- Jestem przekonany, że pomimo naszych strojów góralskich nie wzięto nas za paradę halloweenową. Na przedzie niesiemy przecież krzyż, portret papieża, wizerunki świętych. Poza tym jesteśmy tutaj już trochę znani, już nikogo nie szokujemy. Inaczej było za pierwszym razem, kiedy rzeczywiście wzbudziliśmy sensację. Ludzie wychodzili z restauracji, barów, aby się nam przyjrzeć. A kiedy dowiedzieli się, co to takiego, przyjacielsko nas pozdrawiali. Podobnie było i w tym roku.
Myślę, że pomału stajemy się elementem kultury tego wielkiego miasta.
- W większości trasa wiodła dość ruchliwą ulicą Central. Zatrzymanie ruchu na takiej ulicy to pewna dezorganizacja w mieście. Czy było trudno załatwić konieczne formalności?
-Tak i nie. Nie, bo nikt właściwie nie robił nam żadnych przeszkód. Tak, ponieważ potrzebowaliśmy aż pięć pozwoleń z różnych urzędów miasteczek, przez które przechodzimy i urzędu stanowego. Z ich zdobyciem wiążą się problemy raczej praktycznej natury- oni mają wyznaczone godziny urzędowania, a my pracowania. No, ale na szczęście dopełniliśmy wszystkich formalności i nasza różańcowa procesja była legalna.
-Komu należą się szczególne podziękowania za to wielkie wydarzenie?
-Ojcu Świętemu, bez niego nie byłoby dzisiaj nas tutaj.
-Czy w przyszłym roku także będziemy modlić się na różańcu przechodząc ulicami Chicago?
- Jeśli Pan Bóg na to pozwoli, to na pewno.
- Dziękuję za rozmowę.
Alicja Pożywio |